Jeśli zadalibyśmy pytanie: „Z czym kojarzy się Wam Rumunia?” to jakiej odpowiedzi moglibyśmy się spodziewać? Zapewne jednym z pierwszych skojarzeń byłby Drakula. Sami od znajomych usłyszeliśmy przed wyjazdem do tego kraju: „Ale uważajcie na wampiry!” Wielu dodałoby też do tego zestawienia Transylwanię, ujście Dunaju albo pięknie ulokowane zamki i pałace. Niejeden myśląc „Rumunia” widzi też biedę, hordy cyganów czy żebraków. Czy rzeczywiście kraj którego granice leżą zaledwie 100 km od tej polskiej jest takim jak głoszą stereotypy? A może jest zupełnie inaczej? Czytajcie dalej!

Kolejna spontaniczna podróż

Nasz wyjazd do Rumunii był – jak zresztą większość dotychczasowych podróży – dosyć spontaniczny. Ot, mieliśmy do zagospodarowania ponad dwa tygodnie w środku czerwca i niekoniecznie chcieliśmy je spędzić w Polsce. Trzeba przyznać, że kraj przodka Edwarda z sagi „Zmierzch” kusił nas od dłuższego czasu. Nawet rozważaliśmy zahaczenie o Rumunię w czasie rowerowej wyprawy przez Europę w 2018 roku. Jednak aby tego dokonać, musielibyśmy nadłożyć sporo drogi, która i tak finalnie była dosyć długa. Postanowiliśmy więc odwiedziny kolejnego kraju odłożyć na inny – choć mieliśmy nadzieję – niezbyt odległy termin.

Ograniczyliśmy bagaż

Kiedy było już pewne, że Rumunię odwiedzimy, zostało jeszcze wymyślić w jakiej formie odbędzie się ta podróż. Po kilku dniach namysłu postanowiliśmy zostawić namiot, kuchenkę czy śpiwory w domu i spróbować zmieścić się w plecakach, które nie przekraczałyby coraz węższych rozmiarowych widełek linii lotniczej WizzAir, którą chcieliśmy się dostać do Bukaresztu. Chcieliśmy nieco odpocząć od materiałowego dachu nad głową oraz syczenia kuchenki podczas gotowania w plenerze. Doszliśmy do wniosku, że skoro w Gruzji dało się najeść i wyspać za grosze to i w Rumunii może się ta sztuka udać. Uznaliśmy Rumunię za europejską Mekkę taniego podróżowania, więc nie widzieliśmy potrzeby dźwigania niepotrzebnego balastu, który i tak użyjemy kilka razy i za którego trzeba byłoby dodatkowo zapłacić, żeby w ogóle poleciał z nami.

Koszt lotu do i z…

Zarezerwowaliśmy lot z Katowic do Bukaresztu z przesiadką w Dortmundzie, gdzie mieliśmy spędzić około ośmiu godzin. Droga powrotna zakładała dojazd do Burgasu nad bułgarską częścią Morza Czarnego by stamtąd dolecieć do Katowic. Koszt wszystkich połączeń zamknął się w około 750 złotych za dwie osoby. Trzeba również doliczyć koszt dojazdu do Katowic i z powrotem. Nas wyniosło to około 300 złotych choć pierwotnie miało wynieść około 100 złotych mniej (niestety połączenie Konstanca – Burgas było o 50 złotych droższe, a dodatkowo opóźnienie z wylotem z Bułgarii spowodowało, że nie zdążyliśmy na tani przejazd z FlixBusem z Katowic do Brzegu i musieliśmy wracać pociągiem).

Ceny jedzenia i noclegów

Ceny w Rumunii są bardzo zbliżone tych obowiązujących w Polsce, choć niektóre artykuły spożywcze były ciut tańsze od tych które znamy z własnego podwórka. Z łatwością znajdowaliśmy w znanych supermarketach odpowiednio tanie produkty. Zdecydowanie nie polecamy sklepu Carrefour oraz Kaufland. Tam ceny wielu wybieranych artykułów były wyższe niż standardowo, choć w przypadku tego pierwszego ze znalezieniem go w okolicy nie było problemu. Tani okazał się Lidl, który uznawaliśmy do tej pory za jeden z droższych. Warto też rozglądać się za piekarniami czy mniejszymi sklepikami, gdzie lokalne artykuły są raczej w atrakcyjnych cenach.

Co nas negatywnie zaskoczyło to koszt noclegów. Wszystkie rezerwowaliśmy za pośrednictwem portalu Booking.com, podobnie jak na poprzednich wyjazdach. Ze względu na panujące wysokie temperatury nie chcieliśmy wybierać wieloosobowych pokoi w hostelach, choć były zdecydowanie najtańsze i dosyć dobrze zlokalizowane. Większość które znaleźliśmy były w cenie około 40-50 złotych za dwie osoby. Jednak niewiele z nich miało klimatyzację, która chociaż trochę ochłodziłaby atmosferę w czasie snu. Zresztą nawet gdyby była, trudno jest dogodzić kilku współlokatorom jeśli chodzi o optymalną temperaturę dla wszystkich. W związku z tym wybieraliśmy raczej pokoje wygodne dla nas, dwuosobowe, czasami również apartamenty (jeśli akurat były w atrakcyjnej cenie). Średnio za noclegi wydaliśmy lekko ponad 90 złotych za dwie osoby. Ta kwota w porównaniu z Gruzją, Albanią czy Czarnogórą jest dla nas dosyć wysoka biorąc pod uwagę standard wielu z hoteli czy pensjonatów.

Międzymiastowe

Nasz plan na Rumunię zakładał zwiedzenie możliwie najwięcej atrakcji w ciągu kilkunastu dni. Nie mieliśmy do dyspozycji samochodu ani roweru, więc przemieszczaliśmy się między kolejnymi miastami za pomocą pociągów oraz autobusów. Te pierwsze dla dwóch osób to koszt około 35 Lei za 100 km w przypadku połączeń Regio i 60 Lei za InterRegio. Za autobus lini Dacos z Sibiu do Bukaresztu (dystans około 280 km) zapłaciliśmy 120 Lei za naszą dwójkę. To zdecydowanie najlepsza opcja łącząca ze sobą wygodę i proporcjonalną do niej cenę – pojazdy są wyposażone w klimatyzację więc jazda w największym upale jest całkiem przyjemna, a pokonanie odległości z Sibiu do Bukaresztu trwa zdecydowanie krócej niż pociągiem. Dlatego jeśli zależy Wam na szybkim pokonywaniu znacznych odległości, polecamy wybranie połączeń drogowych. Trzeba jednak pamiętać, że tanie linie autokarowe mają to do siebie, że ich przystanki są ulokowane nieco dalej od centrum miast, choć nie są to zatrważające odległości.

Język

Młode pokolenie dosyć dobrze mówi po angielsku. I jeśli u takich osób wynajmowaliśmy pokój na noc, to nie było problemu z dogadaniem się, choć bywały wyjątki. Zdarzało się, że obsługa mówiła tylko po niemiecku (prócz rumuńskiego oczywiście). Co tu dużo pisać, lwia część turystów, którą mijaliśmy na ulicach to Niemcy (i zapewne Austriacy).
Starsze pokolenie w większości przypadków niestety nie mówi ani po angielsku ani niemiecku. Warto więc wcześniej przeglądnąć i zapamiętać kilka słówek jak „cameră” (pokój) czy „bună dimineața” (dzień dobry). To zdecydowanie rozluźni niezręczną sytuację, gdy właściciel nie będzie wiedział jak przekazać informacje. A później to już z górki – całe szczęście gestykulacja i szczery uśmiech zastępują każdy język.

Czy warto?

Oczywiście. Z pewnością wrócimy jeszcze do Rumunii, choć postaramy się być wtedy bardziej mobilni. Niestety ze względu na brak własnego środka transportu nie zobaczyliśmy wielu z upatrzonych miejsc i atrakcji. Czujemy ogromny niedosyt bo nie dotarliśmy choćby do położonej na północnym skrawku kraju Săpânțy i znajdującego się tam wesołego cmentarza. Musieliśmy też darować sobie okolice Suczawy gdzie można oglądnąć pięknie zdobione monastyry oraz rozciągającą się na wybrzeżu deltę Dunaju. Każde z nieodwiedzonych miejsc wyryło w nas rysę, którą trzeba będzie naprawić zwyczajnie zjawiając się w Rumuni po raz drugi.

Pominięte atrakcje oczywiście nie spisują podróży po tym pięknym kraju na straty. Pospacerowaliśmy po wielu innych wartych odwiedzenia miastach i miasteczkach. Zobaczyliśmy majestatyczne szczyty Karpat czy ponownie usłyszeliśmy i posmakowaliśmy Morza Czarnego. To wszystko tylko wzmogło apetyt na Rumunię. I nie odpuścimy.

Zapowiedź serii

Tymczasem zapraszamy do odwiedzania bloga EkstraMisja. Pojawią się tutaj artykuły związane z Rumunią, opisujące odwiedzone przez nas miejsca. Nie zabraknie zdjęć, ciekawostek i przydatnych informacji. Dlatego jeśli planujecie wyjazd do kraju Drakuli, koniecznie zostańcie z nami na dłużej.

Polubcie również nasz profil na Facebooku, Instagramie czy Twitterze. Dzięki temu będziecie na bieżąco z najnowszymi wpisami. I łatwo będzie Wam nas śledzić podczas kolejnych podróży.
Jeśli tekst to dla Was za mało, zapraszamy do oglądnięcia materiałów wideo na YouTube i CDA. Znajdziecie tam relacje z wypraw, podróży i poradniki. Mamy nadzieję, że się spodobają.

Zachęcamy do wspierania nas i EkstraMisji byśmy mogli się rozwijać i zaskakiwać Was następnymi wyprawami. Wejdźcie na nasz profil na Patronite gdzie znajdziecie informacje jak możecie pomóc. Z góry dziękujemy!

Obserwuj nas na: