Nie ma chyba w całej Gruzji bardziej kontrowersyjnego miejsca i wywołującego tak skrajne emocje jak właśnie Gori. Z jednej strony miejscowość jest kompletnie nieciekawa. Zabudowa nie grzeszy urodą, ruiny twierdzy górującej nad miastem nie zachęcają do odwiedzenia. Z drugiej jednak strony Gori ma burzliwą i ciekawą historię. Aż dziw, że to miasteczko dało radę w ogóle przetrwać. Wisienką na torcie jest oczywiście Muzeum Józefa Stalina.

W bok od autostrady

Gori oddalone jest od Tbilisi o około 100 km na północny zachód. Leży niemal w samym centrum Wewnętrznej Kartlii, regionu między Kaukazem a Małym Kaukazem – znanego już od średniowiecza jako ośrodek rolniczy. Do miasta można dostać się od strony stolicy wygodną autostradą albo, jeśli ktoś ma dostatecznie mocne nerwy – spróbować dostać się od zachodu. My wybraliśmy ten pierwszy wariant. To co czekałoby nas po wybraniu drugiego w minimalny sposób doświadczyliśmy jadąc do Vardzi z wybrzeża Morza Czarnego. Gruzińscy mistrzowie kierownicy potrafili niejednokrotnie podnieść nam ciśnienie. Ale żeby nie było, na autostradach również można uświadczyć kilka sytuacji mrożących krew w żyłach. Jednak na niej jest znacznie więcej miejsca na wszelkie dzikie manewry i nie robią one już takiego wrażenia jak na wąskich szosach.

„Burzliwa i ciekawa historia”

Początkowo w miejscu gdzie dziś znajduje się Gori istniała twierdza, znana jako Tontiod – Złota Góra (z greckiego). Według wielu podań armia bizantyjskiego cesarza Herakliusza ukryła tutaj skarby pochodzące z grabieży (coś na kształt polskiego Zamku Książ). Pięć wieków później, król Dawid Budowniczy postanowił przekształcić fortecę w jeden z ważniejszych punktów na Jedwabnym Szlaku. Założył miasto prężnie rozwijające się za sprawą licznych kupców przemierzających te rejony w drodze z zachodu na wschód i z powrotem. Stanowiło ono jednak łakomy kąsek począwszy od Turków i Persów na Rosjanach kończąc.
Lata najazdów zwieńczyło potężne trzęsienie ziemi o sile 6,2 w skali Richtera, które poważnie zniszczyło okolicę.

Nieco wcześniej, w 1878 roku, w jednym z domów urodził się późniejszy radziecki dyktator Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, bardziej znany jako Józef Stalin. Spędził on w Gori swą młodość dopóki nie wyjechał na nauki do szkoły cerkiewnej.

Przez lata, aż do odzyskania przez Gruzję niepodległości, Gori stanowiło ośrodek przemysłowy. Kiedy kraj ogłosił autonomię, miasto jak wiele innych przeżyło poważny kryzys.

Dodatkowo ognia do pieca złej jego kondycji dołożyła okupacja w czasie wojny osetyjskiej w 2008 r. Rosyjskie wojska po serii nalotów na miasto i okolicę wkroczyły pod koniec wakacji do Gori wraz z przynajmniej pięćdziesięcioma czołgami. Mieszkańcy musieli opuścić swoje domy by po dziesięciodniowym oblężeniu zacząć mozolnym powrót. Ostatecznie skończyło się na 60 cywilach, którzy zginęli w wyniku działań okupanta i mniejszych lub większych stratach w zabudowie miasta.

Jak się nie zgubić?

Wydaje się, że w Gori nie da się zgubić. Sieć ulic biegnie ku głównej alei miasta, ul. Stalina, która w środkowej części zmienia się w plac Stalina. Dość łatwo można dojść z dworca kolejowego i autobusowego do obiektów noclegowych umiejscowionych w dużej mierze na północ i zachód od wspomnianego placu.

Zjeżdżając z autostrady, trafia się na ulicę, która ciągnie się przez kilka kilometrów na południe. Mija ona dosyć charakterystyczne domki wybudowane dla Gruzinów opuszczających Osetię Południową. Budynki te to jedno z osiedli uchodźców wzniesione przez gruziński rząd tuż po konflikcie.

W razie kłopotów z orientacją warto udać się do informacji turystycznej, która mieści się w centrum (można do niej trafić jadąc wspomnianą drogą do końca i skręcając w lewo), na tyłach Muzeum Stalina.
A skoro już wspomnieliśmy o tym muzeum, to warto kilka słów o nim napisać.

Ewenement na skalę światową

Największą atrakcją Gori jest oczywiście Muzeum Stalina, które zajmuje niemal honorowe miejsce na mapie miasta. Nie wystarczyło, że w mieście jest już jego ulica i plac. Trzeba było jeszcze poświęcić mu cały gmach dwupiętrowego kolosa.
Aby nieco przybliżyć nasz stosunek do tej placówki, musicie sobie wyobrazić, że w austriackiej miejscowości Braunau am Inn ktoś postanowił wybudować Muzeum Adolfa Hitlera. Byłoby niesmacznie. Zapewne oburzeniu świata, zarówno polityków jak i „maluczkich” nie byłoby końca, a interwencje głów wielu państw zmusiłyby w końcu władze Austrii do zamknięcia placówki.
Tutaj się tak nie stało. Ba, Muzeum Stalina prężnie działa szerząc propagandę, że radziecki przywódca był jedną z najznamienitszych osobistości w świecie polityki niemal kompletnie pomijając fakt jego zbrodniczej działalności.

Na trzech kondygnacjach budynku przybliżono stosunkowo dokładnie historię Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego od momentu jego narodzin poprzez chwilę, gdy na moment przed I Wojną Światową stał się Józefem Stalinem, aż do jego śmierci. Nie brakuje licznych portretów,, dokumentów, orderów czy pamiątek przywiezionych z licznych wizytacji miast – również z Polski.

W sporym pomieszczeniu swym wyglądem przypominającym główną salę mauzoleum umieszczono kopię maski pośmiertnej Stalina. Odtworzono również jego gabinet na Kremlu. Zabrakło tylko nieco bardziej rozbudowanej ekspozycji omawiającej tą ciemną stronę radzieckiego dyktatora. O represjach okresu stalinowskiego i milionach ofiar informuje ledwie schowek na miotły przerobiony od niechcenia na celę więzienną. Nawet nasza przewodniczka po muzeum po macoszemu potraktowała tę część historii Stalina ograniczając się jedynie do odkaszlnięcia i wycedzenia przez zęby: „A tutaj mogą państwo spojrzeć na zaimprowizowane biuro śledcze upamiętniające ofiary polityki stalinowskiej. Zapraszam dalej!”

Na głównym gmachu Muzeum Stalina się nie kończy. Obok budynku znaleźć można również zielony wagon dyktatora. Radziecki przywódca znany był z tego, że objeżdżał swoje imperium pociągiem z obawy przed lataniem i możliwością zestrzelenia samolotu.
Trudno przeoczyć również niewielki domek znajdujący się przed frontowym wejściem do muzeum, pomiędzy dwoma posągami Stalina. By nieco uwydatnić wyjątkowość budyneczku wzniesiono dodatkowo sporej wielkości betonowe zadaszenie zdobione witrażami prezentującymi charakterystyczne symbole komunistyczne. Ów biały domek to oryginalne miejsce narodzin Dżugaszwiliego. Można wejść do środka i sprawdzić jak mieszkało się młodemu Stalinowi? Co ciekawe, jest to typowy budynek ówczesnego centrum. Niestety, na potrzeby wzniesienia muzeum wszystkie inne wyburzono.

Przyjeżdżając do Gori i chcąc odwiedzić muzeum trzeba postarać się zrozumieć i zaakceptować fakt, że muzeum zapewne nie zostało wybudowane dla dyktatora. Zostało wzniesione dla zwykłego mieszkańca Gori, który stał się jednym z najpotężniejszych ludzi na Ziemi. Gdyby tak spojrzeć na tą kontrowersyjną placówkę, można byłoby pokusić się o pochwałę za rozmach z jakim mieszkańcy wynieśli Stalina na piedestał.

Inne muzea i atrakcje

Niedaleko stalinowskiego gmachu działa także Muzeum Historyczno-Etnograficzne z bogatą ekspozycją zawierającą manuskrypty i dokumenty oraz archeologiczne zbiory z okresu helleńskiego i czasów imperium rzymskiego.

Dodatkowo około 10 minut spacerkiem od placu Stalina, idąc na południe można trafić na Muzeum Wojny. Uwagę poświęcono głównie II Wojnie Światowej, ale planuje się stworzenie wystawy omawiającej ostatni konflikt w 2008 r. Z opinii opublikowanych w Internecie można wywnioskować jednak, że placówka jest mocno zaniedbana (i oferuje tanie bilety).

Upliscyche

My postanowiliśmy czas, który poświęcilibyśmy na zwiedzanie tych dwóch muzeów przeznaczyć na dojazd do położonej kilka kilometrów w stronę Tbilisi miejscowości Upliscyche. Zauroczeni tym co zobaczyliśmy w Vardzi zechcieliśmy skonfrontować z położonym w tej okolicy skalnym miastem. W IV w. p.n.e. miejsce to stało się najważniejszym ośrodkiem cywilizacyjnym i religijnym wschodniej Gruzji. W Upliscyche oddawano cześć pogańskim bożkom, m.in. solarnym.

Miasto składało się z części wewnętrznej, wykutej w skale, a także zewnętrznej. Swą siedzibę mieli tutaj lokalni przywódcy, co potwierdza nazwa – upliscyche to w dosłownym tłumaczeniu „twierdza władcy”.
W czasach chrystianizacji skalne miasto straciło swą renomę i musiało ustąpić miejsca początkowo Mcchecie a następnie Tbilisi. Upliscyche stanowiło jednak nadal strategiczne miejsce w chwilach najazdów arabskich.

W czasach świetności w skalnym mieście żyło około 20 tys. osób. Dobre czasy skończyły się w 1122 r. kiedy Dawid Budowniczy zajął Tbilisi, a sto lat później armia mongolska splądrowała Upliscyche. Ostateczny upadek miasto zaliczyło po serii trzęsień ziemi.

Dzisiaj miejsce odradza się jako ważny punkt archeologiczny. Skalne miasto, zachowane mniej więcej w połowie, zostało sukcesywnie odsłonięte podczas prac wykopaliskowych. Znalezione przedmioty: narzędzia rolnicze, biżuterię czy broń, można obejrzeć w sali muzealnej.

Nad całym kompleksem góruje niewielka bazylika, prawdopodobnie wzniesiona na miejscu głównej świątyni pogańskiej. Osią miasta była główna ulica od której odchodziły boczne przejścia i schody. Część z nich do dzisiaj jest zarysowana. Innych trzeba się domyślić.

Jak dojechać?

Do Gori można dostać się m.in. pociągiem i autobusem. Miasto bardzo łatwo odwiedzić korzystając z licznych marszrutek odjeżdżających ze stolicy, Kutaisi a także z Borjomi.

Dojazd do Upliscyche może być nieco kłopotliwy. My dojechaliśmy marszrutką odjeżdżającą z Gori kilka razy dziennie. Z racji nieco innej trasy zatrzymała się kilka kilometrów przed skalnym miastem. Resztę przeszliśmy na własnych nogach.
Na powrót do Tbilisi wybraliśmy pociąg. I nie żałujemy. Jadąc w dosyć dużych wagonach przypominających nieco starsze modele polskich składów pociągów regionalnych, można nacieszyć oko pięknymi widokami za oknem.

Nocleg i jedzenie

Gori, pomimo posiadania tak niezwykłej atrakcji jakim jest Muzeum Stalina, miastem turystycznym nie jest. Toteż niewiele oferuje jeśli chodzi o bazę noclegową i gastronomiczną. Można co prawda znaleźć kilka obiektów noclegowych, ale podobno są one dosyć drogie. A jeśli chodzi o jedzenie, to w centrum działa kilka restauracji i kawiarń.

Lepiej jest Gori odwiedzić przy okazji dłuższego pobytu w stolicy lub Kutaisi, gdzie ze znalezieniem noclegu nie ma większego problemu. Szczególnie jeśli dojazd do tego miasta nie jest szczególnie utrudniony.

Dajcie znać, czy odwiedzicie Gori w przyszłości? A może już to zrobiliście? Napiszcie o tym w komentarzu. Jesteśmy ogromnie ciekawi Waszej opinii na temat Muzeum Stalina.
Pamiętajcie również o lajku pod postem na Facebooku, Instagramie czy Twitterze. Będziemy wdzięczni za udostępnienie tej części przewodnika po Gruzji swoim znajomym i rodzinie. Być może ktoś inny również skorzysta z informacji tu zawartych.

Obserwuj nas na:
Follow by Email
Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Instagram