Upalne dni warto spędzić w miejscu, gdzie nie brakuje drzew i wody. Szczególnie, jeśli to drugie ma właściwości zdrowotne. My trafiliśmy do tej miejscowości trochę z przypadku, trochę z zamiarem sprawdzenia czy Borjomi jest rzeczywiście tak urokliwe jak inni podróżni twierdzą.

Idealne miejsce na „day off”?

Do tego uzdrowiskowego miasteczka położonego w zielonym wąwozie, który przecina na pół szeroki nurt rzeki Kury, przyjechaliśmy wyjątkowo zgrzani. Bądź co bądź, odsłonięte skały Vardzi nie należą do najprzyjemniejszych kiedy z nieba leje się żar. Na domiar złego dopadł nas wyjątkowo uporczywy leń i plecaki, by zostały założone na plecy, musiały jednak poczekać. Co prawda Borjomi leżało na naszej podróżniczej trasie i chcieliśmy tam zawitać, ale nie przypuszczaliśmy, że zostaniemy tam na jeden dzień dłużej. Ale co tu dużo pisać – opłaciło się. Uzdrowisko jak żadne inne miejsce nadaje się na tzw. „day off”.

Słyszeliśmy (i czytaliśmy), że do Borjomi warto przyjechać, by spróbować miejscowej wody mineralnej oraz pooddychać świeżym powietrzem. Podobno już samo przespacerowanie się po parku zdrojowym, szczególnie części oddalonej nieco od miasteczka, gdzie zmienia się w górski las, daje człowiekowi nowe siły. Czy może być coś lepszego dla strudzonego wędrowca? Zastrzyk energii przyda się zawsze.

I tak postanowiliśmy jedną noc pauzowania zamienić na dwie i nieco nabrać sił, przy okazji zwiedzając ten słynny kurort.

Budzące się miasto

W średniowieczu wejścia do wąwozu w okolicy Borjomi strzegły twierdze. Dzisiaj można zobaczyć m.in. ruiny zamku Gogia z XIV w. O urodzie zabudowy trudno napisać coś więcej niż to, że jest i nic na to nie poradzimy. Widać, że czasy świetności miasteczko ma już za sobą. Niemniej, rosnąca z roku na rok liczebność turystów przekłada się powoli na odświeżenie okolicy. A nie zaszkodziłoby.

Ze zdobytych informacji wiemy, że walory uzdrowiskowe miejsca docenili w XIX w. Rosjanie, którzy w latach 20. i 30. założyli tutaj miasto z prawdziwego zdarzenia. Urokliwą lokalizację i smak wody mineralnej szczególnie upodobał sobie wicekról Kaukazu Michaił Woroncow. Przekształcił on Borjomi w swą letnią rezydencję. Pod koniec stulecia książę Mikołaj Romanov zbudował pałac i park Likani, który umiejscowiony było około 2 km od dzisiejszego centrum. Obecnie obiekt ten jest rezydencją prezydenta.

W czasach ZSRR by napić się wody z Borjomi do miasteczka ściągali kuracjusze z całego imperium. Kiedy mocarstwo spod sierpa i młota upadło, sława Borjomi powoli zaczęła gasnąć, a liczba turystów zmalała.
Złą passę odmienił dopiero wspomniany bum turystyczny, który przekłada się na większe zainteresowanie uzdrowiskiem. I nic dziwnego, kiedy w całym kraju w sklepach i punktach gastronomicznych dźgają w oczy butelki z wodą z Borjomi. Każdy chce zobaczyć miejsce, skąd pochodzi jedna z lepszych (i co tu kryć – droższych) wód butelkowanych.

Rozbudzić uśpione walory Borjomi miało zgłoszenie miasteczka jako kandydata na organizatora Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2014 roku. Niestety (choć raczej „stety”), przegrało ono z nieodległym Soczi. Może i dobrze? Jakoś trudno sobie wyobrazić nam olimpijczyków rywalizujących wśród uzdrowiskowych parków Borjomi.

Co i gdzie?

Na zachodnim brzegu Kury biegnie główna szosa łącząca przygraniczne miejscowości i Akhaltiskhe z autostradą do Tbilisi. Tutaj również znajduje się dworzec autobusowy i współczesne centrum miasta z rosnącymi jak grzyby po deszczu hostelami, sklepami i stacjami benzynowymi.
Natomiast na wschodnim brzegu można znaleźć dworzec kolejowy, starszą zabudowę i park Wód Mineralnych.

Biuro informacji turystycznej ulokowane jest w niewielkim pawilonie między główną drogą a rzeką, nieopodal mostu w centrum miasta. Jednak nie ma co ślepo ufać godzinom otwarcia punktu. Mimo tego, że działa teoretycznie od 10.00 do 18.00, to nam nie udało się skorzystać z wiedzy pracowników. Kartka z napisem „Dzisiaj nieczynne. Przepraszamy.” pojawiła się nie wiadomo kiedy – przypuszczamy, że o ile informacja ta nie wisiała na witrynie od dłuższego czasu, to ktoś musiał przyjść w poniedziałek rano do pracy tylko po to, by ją nakleić.
Niemniej, jeśli komuś zależałoby na zdobyciu informacji, broszur czy innych przydatnych gadżetów, to mógłby skorzystać z numeru telefonu dołączonego do komunikatu na kartce.

Czy Borjomi to tylko woda?

W ścisłym centrum, nieopodal dworca autobusowego i posterunku policji mieści się Muzeum Lokalnej Tradycji. Ekspozycję rozmieszczono w pomieszczeniach pałacyku należącego niegdyś do rodziny carskiej. Odwiedzający mogą zobaczyć rozmaite przedmioty związane z Borjomi i okolicą. Nie zabrakło wypchanych zwierząt czy pierwszej butelki wody mineralnej z 1890 r.

W okolicy znaleźć można liczne relikty przeszłości. Należą do nich m.in. ruiny dawnych twierdz. Do jednej z nich, zamku Gogia o którym wspominaliśmy wcześniej, dojść można z centrum dosyć stromą ścieżką przez las (ok. 1 godzina marszu). My nie skusiliśmy się na wędrówkę ze względu na lenia, który w tym czasie skutecznie przejął nad nami kontrolę. Niemniej, podobno widok z góry na miasteczko w wąwozie wynagradza trudy.

Okazuje się, że większość turystów i kuracjuszy wybiera za cel spacerów park Wód Mineralnych. Otwarty jest niemal od świtu do późnych godzin wieczornych. Poza sezonem wejść można dopiero (albo już) od 9.00. Od czerwca do września wstęp na teren parku jest płatny, choć nie jest to jakaś wygórowana cena – 0,5 GEL od osoby. Dusigroszy zapraszamy poza sezonem – wstęp bezpłatny.

Do parku można dojść od dworca kolejowego podążając w górę potoku. Co ważne, deptak szczyci się ponad 160-letnim istnieniem. Już tutaj można nieco odsapnąć (choć okoliczna oferta gastronomiczna i rozrywkowa może w tym skutecznie przeszkadzać) wśród szumu potoku, wdychając świeże, górskie powietrze.

Woda Borjomi. Cud czy smród?

Niedaleko wejścia do parku spostrzec można ażurową konstrukcję. To tutaj mieści się źródło wody mineralnej. Jeśli ktoś szczególnie pragnie zabrać nieco płynu na później, a nie ma przy sobie żadnego pojemnika, to sprzedawcy z chęcią odstąpią swoje za drobną opłatą. Ale czy warto? Osobiście podzieliliśmy się opiniami co do rewelacyjności wody. Z racji tego, że w naszym teście smaku braliśmy udział tylko my, głosy rozłożyły się po równo. 50% badanych stwierdziło, że woda ma coś w sobie i warto ją spróbować. Natomiast druga połowa określiła płyn wydobywający się z kranów jako „ciepły zbuk z rdzawą domieszką”. Co tu kryć, woda rzeczywiście posiada siarczynowy i metaliczny posmak i na dodatek jest ciepła. Można jej spróbować, choć raczej woleliśmy nie nadużywać cudownej, uzdrowiskowej mocy jaką w sobie podobno kryje. Mogłaby wywołać w nas liczne reakcje i zapewne w krótkim czasie ta drzemiąca siła rozerwałaby nas na strzępy.

Woda mineralna z Borjomi znana jest od ponad tysiąca lat. Pierwotnie wykorzystywaną ją tylko do kąpieli (dlaczego nas to nie dziwi?). Co ciekawe, kiedy w XIX w. zyskała popularność w całej Rosji i założono park Wód Mineralnych, w Borjomi otwarto również hutę szkła odpowiedzialną za dmuchanie butelek, w których lecznicza woda miała być eksportowana. Naczynia wytwarzano w tradycyjny sposób aż do 1950 roku.
W latach 60. XX w. woda zyskała popularność również poza ZSRR – doceniono ją m.in. we Francji czy w USA i Australii.

Wodorowowęglanowo-sodowa woda Borjomi posiada fluor i jest naturalnie gazowana. Poleca się ją m.in. przy schorzeniach układu krwionośnego, żołądka i dwunastnicy oraz osteoporozie. Jej wypicie łagodzi skutki spożywania alkoholu (co tłumaczy dlaczego Rosjanie tak chętnie ją spożywali), a także ma pozytywny wpływ na zdrowie zębów (ze względu na zawartość fluoru).

Do ciekawostek należy fakt, że Winston Churchill podczas swych wizyt w ZSRR życzył sobie, by na stole była zawsze woda Borjomi. Podobno Jurij Gagarin zaraz po wylądowaniu na Ziemi poprosił o kilka łyków borjomiskiej wody.
W czasie kręcenia filmu science-fiction „Solaris” z 1972 roku na jednym z ujęć pojawiają się butelki Borjomi. Reżyser Andriej Tarkowski uznał bowiem, że gruzińska woda mineralna będzie znana również w przyszłości.

W Polsce, po siedemdziesięciu latach przerwy, Borjomi znów można kupić w sklepach.

Ciepłe źródła

Idąc dalej i mijając zabudowania, wkracza się do lasu z prawdziwego zdarzenia. Można poczuć się jak na sudeckim lub bieszczadzkim szlaku. Po kilku kilometrach (około 3) dochodzi się do naturalnych ciepłych źródeł, których temperatura sięga 27 stopni Celsjusza. Jakiś Janusz biznesu wyczuł „piniądz”, ponieważ wejście na ich teren jest od niedawna odpłatne. My nie mieliśmy ze sobą żadnych akcesoriów kąpielowych, chcieliśmy jedynie pomoczyć zmęczone nogi. Ale perspektywa wydania po 5 GEL od osoby za możliwość wygrzania ich w jednym z betonowych basenów nie nastrajała pozytywnie.

Gdzie spać i zjeść?

My zatrzymaliśmy się w Zvad Guest House, który znaleźliśmy na Booking.com za 35 złotych za pokój. Guest house położony jest około 4 km od centrum, a droga do niego w większości przebiega wzdłuż drogi M8. W 2017 roku obiekt ten dopiero się remontował i warunki były nieco spartańskie. Z racji dobudowywania kolejnych pięter i przerabiania instalacji sanitarnej, korzystaliśmy z prysznica właścicieli. Dodatkowo wszelkie napoje i posiłki mogliśmy przygotowywać w ich prywatnej kuchni. Było to nieco krępujące, ale właściciele okazali się tak zaangażowani w ugoszczenie nas i nieco lepsze poznanie, że czuliśmy się bardziej jak członkowie rodziny.
Z tego co można zobaczyć teraz na zdjęciach z Booking.com, guest house jest już gotowy i zapewne oferuje nocleg za nieco wyższe ceny.

W Borjomi nie brakuje noclegów. Na Booking.com znaleźć można ponad dwieście obiektów w różnych cenach – od 30 do 1000 zł – do wyboru do koloru.

Zapewne od 2017 roku przybyło nowych punktów gastronomicznych i sklepów. Gdy my tam byliśmy można było znaleźć wiele tańszych i droższych restauracyjek oferujących gruzińskie specjały.
Podobnie jak w innych mniejszych miejscowościach hiper- i supermarketów próżno było szukać. Dostępnych było kilka sklepów spożywczych z raczej ograniczoną ofertą.

Jak dojechać?

Do Borjomi przyjechaliśmy marszrutką z Akhaltsikhe. Kierowca wysadził nas w Likani w związku z tym, że tam mieścił się nasz guest house i nie chcieliśmy się niepotrzebnie wracać z centrum.

Przez miasto przebiega wspomniana szosa M8 łącząca przygraniczne miejscowości i Akhaltsike na południu z autostradą do Gori i Tbilisi. Jest dosyć kręta, ale nawierzchnia jest dobra (jedna z lepszych, jakie widzieliśmy).

Marszrutki i autobusy odjeżdżają z dworca autobusowego w centrum Borjomi (ul. Meschetii 8) i robią to stosunkowo często. Do stolicy Gruzji można pojechać mniej więcej co godzinę, do Akhaltsike jeszcze częściej. Do Bakuriani, gdzie mieści się jeden z największych ośrodków narciarskich busiki odjeżdżają mniej więcej co dwie godziny. Z dworca w Borjomi dostać się można również do Batumi.

W centrum miasta mieści się także dworzec kolejowy, z którego elektryczne składy – podobno – wloką się niemiłosiernie do Tbilisi mniej więcej dwa razy dziennie. Niemniej, ze względu na to, że pociąg dojeżdża do stolicy niemal dwie godziny dłużej niż marszrutka, lepiej wybrać transport drogowy.

Czy warto tu przyjechać? By na chwilę odsapnąć od lejącego się z nieba żaru z pewnością Borjomi się nadaje. Ale czy zostawać w nim na dłużej? Jak kto woli. Dla nas te półtorej dnia w zupełności wystarczyło by nasycić się spokojem miasteczka i pospacerować po parku zdrojowym. Zachęcamy oczywiście do samodzielnego sprawdzenia.

Zapraszamy na fanpage EkstraMisji na Facebooku, Instagramie czy Twitterze. Szczególnie na tym pierwszym jesteśmy szczególnie aktywni. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, zalajkujcie nas by być na bieżąco z najnowszymi artykułami. Subskrybujcie kanał EkstraMisji na YouTube i CDA by nie przegapić filmów, które tam będziemy publikować. Szczególnie, że niedawno wrzuciliśmy ostatni odcinek relacji z rowerowej wyprawy Ekstra13 przez trzynaście krajów Europy Południowej.

Kliknij -> https://patronite.pl/ekstramisja

Obserwuj nas na: