W życiu każdej podróżującej osoby przychodzi taki moment, że musi… wymienić sprzęt na lepszy.

Nasze pierwsze niby sakwy

Nie licząc mniejszych wycieczek pod miasto, na naszym wyprawowym liczniku rowerowym mamy już około 3600 km. Czy to dużo? Zapewne nie. Z pewnością. Niedawno poznaliśmy starszego mężczyznę. W tym roku kończy 78 lat. Twierdzi, że ma „w nogach” 500 000 km. Czy to prawda? Tego nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Nie zmienia to faktu, że nasze 3600 km wygląda przy jego dorobku marnie. Jednak nawet ten wydawałoby się słaby wynik, był w stanie skutecznie przyczynić się do niemal całkowitego zniszczenia albo przynajmniej mocnego zużycia naszych sakw rowerowych. Vizari K-580 bo o nich jest tutaj mowa, nie są sprzętem z najwyższej półki. Kupiliśmy je w sklepie Presto w Krakowie za kwotę poniżej 100 złotych za komplet. Wiedzieliśmy, że wysoką jakością nie grzeszą, ale wydawały się wystarczające na nasze ówczesne potrzeby.

Lecz, żeby nie wyjść tutaj na kompletnych ignorantów, którzy wierzą że za tak małą kwotę są w stanie kupić coś dobrego dodam, że już przed pierwszą wyprawą mieliśmy wątpliwości czy faktycznie wytrzymają całą podróż. Dlatego zabezpieczyliśmy torby gumowymi trokami, które mocno docisnęły je do bagażników. I musieliśmy się przyzwyczaić, że wyjęcie czegoś z ich wnętrza będzie wiązało się każdorazowo z kilkuminutowym postojem, a poranne zwijanie „obozu” w dużej części upływało na mocowaniu całości z powrotem na rowerach.

Vizari, We have a problem!

Być może za sprawą dodatkowych zabezpieczeń albo ze względu na wyjątkowo trwałą partię, sakwy przetrzymały wyprawę. Pierwszą poważną usterkę zaliczyły dopiero na końcu, w Giżycku, przed dworcem PKP, gdzie jedna z nich zahaczyła o chodnikowy słupek oddzielający pieszych od ulicy. I hak „się” urwał. Całe szczęście nastąpiło to chwilę przed odjazdem pociągu, więc mały wypadek nie stanowił problemu.

Gorzej było w czasie przejazdu przez Wschodni Szlak Green Velo. Zarówno uszkodzona rok wcześniej sakwa, jak i pozostałe dawały się nam mocno we znaki. Szwy zaczęły się pruć, haki pod wpływem drgań coraz bardziej oddzielać od wyginających się ścianek sakw. Na domiar złego mieliśmy wielki dylemat za każdym razem, gdy zaczynało padać: jechać, nie jechać? Bo niby wiedzieliśmy, że deszcz nie jest taki zły. Z drugiej zaś mieliśmy gdzieś z tyłu głowy myśl, że torby przepuszczą wodę bardzo szybko i prócz suszenia rzeczy, które mieliśmy na sobie, musielibyśmy martwić się jeszcze tymi wiezionymi w bagażu.

Duży krok naprzód

Na potrzeby tegorocznej wyprawy postanowiliśmy wymienić sakwy na nowe – dobrej jakości i bardziej niezawodne. Na dobrą sprawę każde sakwy wykonane z mniej przemakalnego materiału, posiadające nieco mocniej usztywnione ścianki byłyby lepsze od tych, które posiadaliśmy. My postawiliśmy jednak na te sprawdzone przez setki innych rowerzystów. Sakwy te polecali zarówno nieznajomi na forach internetowych i grupach na Facebooku, jak i osoby poznane w czasie odbytych przez nas wypraw i na krótkich wycieczkach pod miasto. Ze względu na różne potrzeby, posiadali oni różne modele. Jednak niemal każdy polecał jedną, konkretną firmę – Crosso.

Zdecydowaliśmy się zaufać tej marce, bo nie jest możliwe, aby tak wielu użytkowników się myliło. Wiemy, że Crosso kojarzy się wszystkim z wysoką jakością wykonania, dużą niezawodnością i cieszy się zaufaniem zarówno tych, którzy przemierzają dzikie i niedostępne stepy Syberii, jak i wybierających spokojne wycieczki weekendowe pod miasto. I cieszymy się, że pracownicy firmy Crosso postanowili nam również zaufać i przekazać dwa komplety sakw. Wierzymy, że teraz skupimy się przede wszystkim na jeździe, obcowaniu z przyrodą czy architekturą mijanych podczas wyprawy miejsc. Nie będziemy musieli martwić się czy nasze bagaże mokną w czasie deszczu i czy nie mają zamiaru opuścić nas w najmniej oczekiwanym momencie. A przynajmniej taką mamy nadzieję…

Ale, ale! Czy sakwy rzeczywiście dadzą radę podczas wyprawy?

Firma Crosso postanowiła wesprzeć nas i naszą wyprawę dwoma kompletami sakw Dry 60. Według tego co można przeczytać na stronie producenta model ten powstał „by walczyć z groźnymi przeciwnikami: błotem, wodą i pyłem”. Uszyte są z obustronnie powlekanej wodoszczelnej tkaniny, która ma stać się godnym rywalem na wszelkie przeciwności losu i zadbać, by przewożone wewnątrz bagaże były zawsze suche i czyste. Faktyczne nieprzemakanie sakw jeszcze sprawdzimy na trasie, ale już teraz wiemy, że materiał jest rzeczywiście wodoszczelny. Przetrwał małą próbę wody podczas zmywania warstwy kurzu powstałą podczas ostatnich, mniejszych wycieczek.

W porównaniu z sakwami Vizari, te od Crosso posiadają bardzo sztywną tylną ściankę. W poprzednich torbach problemem stawał się fakt, że przy bardzo małym załadowaniu, całość wyginała się i niebezpiecznie zbliżała się do szprych. W niektórych przypadkach kończyło się to szuraniem sakw o koło, a czasami również całkowitym jego zablokowaniem. Testując sakwy Crosso podczas mniejszych przejażdżek zauważyliśmy, że nawet przy mniejszym wypełnieniu wnętrza, materiał nie wygina się aż tak. Oczywiście nieznacznie przesuwa się w kierunku szprych, ale i tak nie jest to odległość na jaką pozwalały sobie torby Vizari. Wystarczy zwyczajnie zadbać o to, by dno sakw było możliwie szczelnie wypełnione. Wtedy tkanina nie odstaje i groźba szurania jej o koło znika całkowicie. Sprawę z pewnością załatwią również dedykowane bagażniki, które dbają by sakwy były lepiej podparte. 

Poprzednio problemem był zbyt długi czas, jaki potrzebowaliśmy do całkowitego przymocowania sakw na bagażniki. Codziennie męczyliśmy się z dodatkowymi trokami, które nie zawsze chciały współpracować i które również bardzo szybko się zużywały, pękając albo w czasie montażu albo już na trasie.

Sakwy Crosso posiadają haki wydawałoby się podobne do tych znanych nam z Vizari. Jednak przyglądając się bliżej dostrzec można, że są bardziej masywne i twardsze. Trudno je wygiąć i niemal sztywno przylegają do tylnych ścianek. Przed ich wysunięciem z bagażnika czuwa dodatkowy hak u dołu, tworzący swego rodzaju „przeciwsiłę”. Mamy wątpliwości co do gumy naciągu owego haka. Szczególnie od kiedy zobaczyliśmy zdjęcie pękniętego właśnie tego elementu. Niemniej, domyślamy się, że na tą usterkę złożyło się wiele czynników, ale i tak będziemy pilnie obserwować naciąg i starać się zbytnio go nie nadwyrężać.

Dodatkowo warto zaznaczyć, że na wielu filmach relacjonujących wyjazdy rowerzystów posiadających sakwy Crosso, zauważyliśmy, że zdają się oni nie przejmować obecnością wertepów i dziur. Niejednokrotnie z przerażeniem obserwowaliśmy poczynania im podobnych i zastanawialiśmy się, czy zdają sobie sprawę, że tak dzika jazda po nierównej drodze kończy się zazwyczaj bardzo źle nie tylko dla bagażu, ale również dla samego roweru i różnych części ciała.

Być może nauczyliśmy się dbać o swój sprzęt zdając sobie sprawę z jego niskiej jakości. Wiedzieliśmy, że jeśli sami nie zadbamy o ostrożne jego traktowanie, szybko odwdzięczy się nam tym samym. Niejednokrotnie woleliśmy jechać nieco wolniej, nawet gdy czas naglił. Najpewniej to właśnie takie zachowanie poskutkowało tym, że z sakw Vizari korzystaliśmy nie na jednej, a na dwóch wyprawach i wytrwały z nami zaskakująco długo.

Kolejnym elementem, który szczególnie przypadł nam do gustu jest system zamykania sakw. Wcześniej otwór sakwy ściskaliśmy ściągaczem i dodatkowo przykrywaliśmy klapą zapinaną na dwa zatrzaski. Teraz wystarczy zrolować materiał i złączyć oba końce zatrzaskiem. Dodatkowo im mocniej zwinięty jest materiał, tym podobno wodoodporność sakw wzrasta. Ze wskakiwaniem z nimi do wody raczej się wstrzymamy. W zasadzie zadowolimy się, jeśli w czasie większego deszczu nasze rzeczy nie zamokną i po przyjeździe do celu będziemy mogli przebrać się w suchą bieliznę i t-shirt.

Za tego typu systemem zamykania przemawia fakt, że w łatwy sposób można regulować ich wielkość. Jeśli posiadamy mało bagażu, wystarczy bardziej zrolować materiał. Gdy potrzebujemy spakować więcej rzeczy, zawijamy raz czy dwa – pamiętając oczywiście o konieczności minimalnej ilości skręceń by sakwy rzeczywiście były szczelne. Tego brakowało nam dosyć często w starych sakwach. Zdarzało się, że nie mieliśmy miejsca na dodatkowy prowiant gdy byliśmy świeżo po zakupach. Natomiast kiedy zużywaliśmy ostatnie kromki chleba albo wypijaliśmy napoje do końca, a niepotrzebne opakowania wyrzucaliśmy, sakwa zaczynała „więdnąć” i zwisać. Prowadziło to oczywiście do wspomnianego szurania materiału o szprychy.W czasie wspomnianej próby wody sprawdziliśmy także, czy sakwy da się w miarę szybko wyczyścić w razie zabrudzenia. Oczywiście w tym wypadku walczyliśmy tylko z kurzem. Jednak biorąc pod uwagę możliwość wsadzenia sakw pod prysznic lub potraktowania ich wodą z węża ogrodowego (co według producenta nie stanowi problemu), wyczyszczenie ich nawet z grubej warstwy błota nie powinna nastręczać kłopotów.

W czasie wspomnianej próby wody sprawdziliśmy także, czy sakwy da się w miarę szybko wyczyścić w razie zabrudzenia. Oczywiście w tym wypadku walczyliśmy tylko z kurzem. Jednak biorąc pod uwagę możliwość wsadzenia sakw pod prysznic lub potraktowania ich wodą z węża ogrodowego (co według producenta nie stanowi problemu), wyczyszczenie ich nawet z grubej warstwy błota nie powinna nastręczać kłopotów.

Jadąc Szlakiem Green Velo czasami zdarzało się nam pokonywać ostatnie kilometry w częściowych lub całkowitych ciemnościach. Zawsze w takich sytuacjach staraliśmy się zakładać na siebie możliwie jak najwięcej odblaskowych elementów. Jednak o ile my byliśmy widoczni, o tyle nad widocznością rowerów czuwały tylko lampki. Co prawda sakwy Vizari posiadały cienkie, odblaskowe paski na bokach, jednak na dobrą sprawę były one ledwo widoczne.
Z sakwami Crosso takiego problemu mieć nie powinniśmy. Prócz małych odblasków na frontach toreb, stanowiących jednocześnie logo producenta, umieszczono dodatkowo sporej wielkości napis „Crosso”, który zajmuje znaczną część boku skierowanego ku tyłowi. Jest on stworzony z materiału odblaskowego i widać go z większej odległości niż te wszyte w Vizari. Według producenta nawet z 600 metrów.

Można by się przyczepić tego, że do przymocowania sakw na rowerze potrzebny jest dedykowany bagażnik albo oferowane przez producenta „przejściówki”. My, w związku z dosyć niskobudżetowego podejścia do wszystkiego, postanowiliśmy wykorzystać swoją kreatywność. Wykorzystaliśmy kilka kawałków metalowych blaszek i podkładek kupionych w sklepie budowlanym za grosze. Póki co dają radę.

Czy wytrwają 5000 km? Zobaczymy. Jednak wierzymy, że nawet w przypadku ich wypadnięcia lub złamania możliwe będzie prowizoryczne przymocowanie sakw z powrotem. W końcu potrzeba jest matką wynalazków, a długie podróże zmuszają ludzi do kombinowania. Nie inaczej będzie i tym razem.

Nierówna walka

Nie da się ukryć, że sakwy Vizari przegrały tą nierówną walkę z o wiele mocniejszym przeciwnikiem jakim jest Crosso. Trudno jest znaleźć mocniejsze strony w sprzęcie za 100 złotych, kiedy na dodatek zestawimy go z produktem lepszym jakościowo i – co tu kryć – ponad dwukrotnie droższym. Gdybyśmy wiedzieli, że wyprawy rowerowe staną się naszym jednym ze sposobów na niezapomniane podróże, z pewnością od razu kupilibyśmy sakwy Crosso nawet się nie zastanawiając. Mamy nadzieję, że podczas tegorocznej wyprawy przez 13 krajów Europy, trwającej około cztery miesiące i pokonującą 5000 km (albo i więcej) zaufanie do tego producenta nas nie zawiedzie.

Już dziś zachęcamy wszystkich do odwiedzania strony Crosso, gdzie każdy wybierze coś dla siebie. W ofercie znaleźć można nie tylko sakwy rowerowe różnego typu, ale również większe lub mniejsze worki transportowe czy bagażniki. Crosso wciąż udoskonala swoje produkty, wprowadzając coraz to bardzie zaawansowane systemy mocowania czy niwelując masę nie tracąc przy tym na wodoodporności. Wszystko po to, by ludzie, którzy podobnie jak my lubią aktywnie spędzać czas poza domem, mogli skupić się na przeżywaniu niezapomnianych przygód, bez konieczności zamartwiania o bezpieczeństwo swojego bagażu.

Z czystym sercem polecamy produkty marki Crosso. A jeśli coś się zmieni, na pewno się o tym dowiecie;)

Pamiętajcie, że zbliżającą się wielkimi krokami wyprawę Ekstra13 możecie wspierać nie tylko komentując, lajkując czy udostępniając znajomym pojawiające się artykuły. Na platformie Patronite od dłuższego czasu działa zbiórka mająca na celu pozyskanie dodatkowych funduszy na przetrwanie kolejnych tygodni podróży. Dzięki waszemu wsparciu będziemy mogli pozwolić sobie na dodatkowe wejście do ciekawego muzeum czy nadłożenie kilku kilometrów, by dojechać do jakiejś atrakcji. Wszystko to pomoże zrealizować materiał z jeszcze większą ilością niezwykłych miejsc czy atrakcji. Pomożecie? Link znajdziecie tutaj. Oczywiście nic za darmo – na Patronów czekają ciekawe upominki czy specjalne przywileje. W końcu coś za coś.

Śledźcie EkstraMisję na Facebooku, Instagramie czy Twitterze by być na bieżąco.

Obserwuj mnie na:
Follow by Email
Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Instagram