Święta, święta i po świętach. Zbliża się Nowy Rok, nowe możliwości. Ale zanim po raz ostatni spojrzymy na siedemnastkę w kalendarzu, przypomnijmy sobie kilka zasad obowiązujących w górach podczas zimowych przechadzek. 


fot. tatromaniak.pl
Doszły mnie słuchy, że po raz kolejny spora grupa turystów została pokonana przez legendarną już, zdradziecką drogę na Morskie Oko. Zimą zrobiło się szybko ciemno, źli Górale nie przyjechali by zwieźć oczekujących, a oblodzony asfalt w ogóle nie był posypany. Jednym słowem: tragedia. Na całej linii!
Ale dość już tych małych uszczypliwości. Co roku mamy powtórkę z rozrywki, którą zapewniają nam niereformowalni Janusze i Grażyny i jak mantra powraca wciąż temat odpowiedniego przygotowania na zimowe wędrówki po górach. Postanowiłem przyłączyć się do apelu Tatrzańskiego Parku Narodowego mając nadzieję, że choćby promil z całej rzeszy niedzielnych turystów przeczyta go i przyswoi, nim z okazji Sylwestra uda się w Tatry by tam powitać nadchodzący rok.

Niby wszyscy ukończyliśmy jakiś tam poziom edukacji i przynajmniej w podstawowym stopniu zaznajomiliśmy się z działaniem przyrody. Jednak obserwując tą samą tendencję do czynienia głupich rzeczy, dochodzę do wniosku, że być może pewne kwestie nie są wcale takie oczywiste.
Chcąc wybrać się w góry w dosyć surowym okresie jakim jest zima, niestety trzeba zasady, którymi kieruje się przyroda poznać i zaakceptować. Bezwzględnie. Dlatego, jeśli nie była to dla ciebie oczywista sprawa, to wiedz, że mniej więcej w tym czasie, tj. od połowy października do początku marca (może nawet kwietnia), dni są naprawdę krótkie. Odczuwasz to na co dzień wychodząc do pracy i narzekając na panujące wszędzie ciemności, a także wracając do domu po ośmiu godzinach. Wtedy też jest już zapewne ciemno.
fot. 8a.pl
Nie inaczej jest w górach. Śmiem twierdzić, że jest nawet gorzej. Dlaczego? Na szlaku nie ma latarni, które oświetlą chodnik. Ba, nie ma nawet chodnika. Jeśli nie posiadasz czołówki, czy choćby telefonu z zainstalowaną aplikacją „Latarka” to marnie widzę twoją wędrówkę późnym popołudniem po szlaku. Dlatego jeśli nie masz możliwości wybrania się w góry w miarę wcześnie i powrotu do domu nim zrobi się ciemno, to posiadanie na wyposażeniu sprawnej latarki to twój obowiązek. I wcale nie przesadzam. Może nie dostaniesz mandatu za brak świateł, ale możesz zapłacić o wiele wyższą cenę.
W ciemności wszelkie nierówności terenu są naprawdę niewidoczne. Pomimo panującego jako-takiego półmroku ze względu na otaczający cię śnieg możesz nie zwrócić uwagi, że droga przed tobą się właśnie skończyła. Nawet głupie potknięcie się w najlepszym wypadku będzie skutkowało kilkoma siniakami, w najgorszym – długim spadaniem by ostatecznie dotrzeć do dna kotła czy końca żlebu z połamanymi kończynami lub karkiem. I nie dramatyzuję. Takie rzeczy naprawdę mają miejsce. Niestety mało jest kampanii mających na celu uświadomienie turystom niebezpieczeństw jakie niesie ze sobą nieodpowiedzialność. Przydałyby się dramatyczne zdjęcia zmasakrowanych ludzi czy relacje świadków, jak ma to miejsce w przypadku kampanii dla kierowców samochodów. Może wtedy odsetek niedzielnych turystów zastanowiłoby się, nim wybrali by się na szlak niedostatecznie wcześnie.
fot. on.interia.pl
Prócz latarki koniecznie trzeba mieć dobre, zimowe obuwie. I nie chodzi o Lasockiego z kożuszkiem (choć w niektórych wypadkach i on ostatecznie ujdzie). Mam na myśli nieprzemakalnego buta z odpowiednią podeszwą, która nie będzie ślizgać się na śniegu czy lodzie. Analizując ostatnią „akcję ratunkową” wspomnianej grupy turystów, część z nich narzekała na oblodzony szlak. Posypać wszystkich szlaków się nie da, a nawet nie powinno się (ze względu na chronioną przyrodę). Dlatego obuwie pozwalające utrzymać się na śliskiej powierzchni to podstawa.
Na dobrą sprawę, jeśli umie się ktoś utrzymać na lodzie wykorzystując własny środek ciężkości, to może iść nawet w adidasach. Zimowe obuwie przyda się przede wszystkim w momencie, gdy z jakiś względów zejdziesz ze szlaku i zaczniesz brodzić w śniegu albo będziesz zmuszony do dłuższego oczekiwania na pomoc w jednym miejscu. Przez cienką podeszwę chłód podłoża o wiele szybciej przedostanie się do wnętrza buta, a co za tym idzie możesz odmrozić sobie nie tylko palce ale i całą stopę (w najgorszym wypadku również część nogi).
Wspominając o odpowiednim obuwiu trudno pominąć kwestię przemyślanego ubioru. Zdaję sobie sprawę, że nie każdego stać na stricte turystyczne ciuchy. I nie ma potrzeby posiadania ich, szczególnie, jeśli wędrówki górskie uprawia się sporadycznie. Wszelkie nowoczesne membrany czy Gore Tex da się zastąpić. Zaraz zapewne rzucą się na mnie fanatycy technologicznie zaawansowanej odzieży turystycznej i wyklną za te bluźniercze słowa. Ale taka jest prawda.

fot. 8a.pl

Ważne w ubiorze zimowym jest przede wszystkim umiejętne dobranie poszczególnych warstw tzw. „cebulki”. Unikaj wolno schnących, acz z pewnością ciepłych bawełnianych koszulek. Pomyśl, że gdy spocisz się tu i ówdzie, mokre plamy będą powodowały wyziębianie się ciała. Dlatego na pierwszą warstwę, przylegającą bezpośrednio do ciała wybierz materiał syntetyczny. Wiem, że na co dzień unikasz koszulek sztucznych, ale uwierz mi – w „cebulce” zdziałają cuda. No i przede wszystkim zdołają wyschnąć szybciej niż bawełniane odpowiedniki. Ważne jest jednak, by warstwa ta przylegała faktycznie do ciała. To ona ma za zadanie „odciągnąć” pot od ciebie. Świetnie sprawdzają się tutaj koszulki termiczne, nawet te najtańsze.
Kolejną warstwą niech będzie zwykły polar o nieco większej gramaturze. Najlepiej rozpinany na całej długości. Dzięki temu unikniesz przegrzania, ponieważ w każdej chwili będziesz mógł uregulować panującą pod nim temperaturę. Pamiętaj, że polar nie chroni przed wiatrem i deszczem lub śniegiem. Stanowi za to doskonałą warstwę, która skumuluje ciepło wyprodukowane przez twoje ciało.
Na te dwie warstwy załóż kurtkę przeciwdeszczową. Zadbaj o to, by miała odpowiednio dużo wywietrzników, gdyż w czasie długiej wędrówki ciepło musi którędyś się wydostawać. W innym wypadku będziesz miał pod kurtką istny potok. A to, jak już wiesz niezbyt dobrze sprawdza się w czasie zimowych wędrówek.

Wybierając spodnie unikaj grubych materiałów. Osobiście chodzę nawet przy mrozie w lekkich spodniach pod które ubieram bieliznę termiczną (lub kalesonki). Kiedyś zdarzało mi się zakładać spodnie narciarskie, ale po kilku zapoceniach się zrezygnowałem. Odzież przeznaczona do jazdy na nartach czy desce stanowczo nadaje się tylko do przejścia tych kilkudziesięciu metrów z hotelu na stok. Staram się dobierać spodnie na wyjazd w taki sposób, by były odrobinę luźniejsze. To pozwala ciepłu na jakiś czas skumulować się pod materiałem – podobnie jak w przypadku polaru.
O ciepłej czapce czy rękawiczkach raczej nie muszę wspominać. Skoro używasz ich w mieście, dlaczego nie użyć ich na szlaku. Pamiętaj, że przez głowę wydostaje się bardzo dużo ciepła. Dlatego nie warto doprowadzać do wychłodzenia się ciała z tak prozaicznej przyczyny jak brak czapki. Rękawiczki są absolutnym minimum, jeśli chcesz zachować jako-taką sprawność ruchową dłoni. Przydadzą się jeśli będziesz chciał wezwać TOPR…
fot. tatromaniak.pl
A jeśli już mowa o służbach ratunkowych. Nie zadzwonisz po pomoc jeśli nie będziesz miał naładowanej baterii w telefonie. Niestety w najnowszych modelach telefonów montuje się dosyć mało odporne na mróz akumulatory. Aby uniknąć zbyt szybkiego rozładowania się komórki, włóż ją jak najgłębszą kieszeń – najlepiej wewnętrzną. Niska temperatura nie będzie oddziaływać na baterię w takim stopniu, jak ma to miejsce w czasie trzymania telefonu w zewnętrznej kieszeni, choćby spodni. Pamiętaj, że od naładowania komórki może zależeć twoje być albo nie być. W razie wypadku musisz po prostu mieć możliwość połączenia się ze służbami. Dlatego jeśli przewidujesz postój w którymś schronisku, koniecznie weź ze sobą ładowarkę. Nawet jeśli masz w pięćdziesięciu procentach naładowaną komórkę, lepiej jeśli ją nawet odrobinę podładujesz. 
Dobrym pomysłem jest zainstalowanie aplikacji Ratunek, która powstała przy współpracy górskich służb ratunkowych i sieci Plus. Program wyśle informacje o zagrożeniu do najbliższej jednostki ratunkowej, a włączona lokalizacja pomoże w odnalezieniu cię.
fot. Łukasz Supergan
Kolejną istotną sprawą jest odpowiedni zapas kalorii. Niby droga na Morskie Oko nie jest zbyt wymagająca, ale jest dostatecznie długa by wyciągnąć z człowieka energię. Dlatego zadbaj o to, by mieć przy sobie wystarczającą ilość jedzenia. Lekkie i dające sporego kopa są różnego rodzaju orzechy, migdały czy suszone owoce. Nie zapewniają jednak długotrwałej dawki energii. Planując wędrówkę w górach zawsze musisz mieć przy sobie przynajmniej trochę więcej prowiantu, niż w czasie przechadzki po nizinach. A zimą ten zapas musi być naprawdę spory. Może się tego nie czuje, ale idąc szlakiem zimą spalasz znacznie więcej kalorii niż w innych porach roku (nie licząc bardzo ciepłych dni letnich, kiedy gospodarka energetyczna ciała jest również zagrożona). Ciało stara się ogrzać produkując większą ilość ciepła niż zazwyczaj. Do tego dochodzi konieczność zachowania równowagi na śliskiej powierzchni, większe skupienie itd. To wszystko wymaga energii. Dlatego wychodząc na szlak prócz w orzechy i owoce, zaopatrz się ciepłą kawę, czekoladę i kilka kanapek. 
fot. blog.sitata.com
Jadąc w góry zapewne skorzystasz z własnego samochodu. Jak zapewne w każdym pojeździe, tak i ty masz na jego wyposażeniu apteczkę. Całe szczęście są one wystarczające małe, że nie zajmą dużo miejsca w plecaku. Dla własnego spokoju weź ją ze sobą. A jeśli nie jesteś w stanie zmieścić jej całej, zabierz z niej koc NRC, bandaż uciskowy i zwykły, plastry i nożyczki. Taki minimalny zestaw pozwoli ci udzielić komuś lub sobie pomocy nim zjawią się wykwalifikowane służby. I nie wystarczy posiadać tych rzeczy, ale również powinieneś umieć ich użyć. Więc zapoznaj się z podstawowymi sposobami opatrywania ran, czy unieruchamiania kończyn w przypadku złamań. Teoretycznie powinieneś to wszystko umieć skoro masz prawo jazdy, ale jak to w praktyce jest wszyscy wiemy. Nie zaszkodzi sobie kilku informacji przypomnieć. Być może uda mi się w najbliższym czasie nagrać krótki filmik o pierwszej pomocy. Jeśli nie, na YouTube znajdziesz bardzo dużo takich materiałów. Poświęć te pięć minut przed wyjazdem i oglądnij chociaż jeden.  
fot. pless.pl
Ostatnią istotną rzeczą którą musisz wziąć pod uwagę to fakt, że twoja grupa jest tak mocna jak silne jest najsłabsze jej ogniwo. To oklepane powiedzonko nie traci na aktualności nigdy. Jeśli wsłuchać się w ostatnie filmiki z Morskiego Oka, gdzie ludzie krzyczą by na wozy zabrać dzieci i starszych, to coś jest na rzeczy. Wychodząc na szlak w większej grupie, niestety musisz brać pod uwagę, że najmłodsi i najstarsi mają swoje ograniczenia. I to co wydaje ci się zupełnie pozbawione problemu, oni mogą odbierać to zupełnie inaczej. Dzieciaki i osoby w podeszłym wieku o wiele gorzej reagują na zmiany temperatur, męczą się szybciej i są nieco wolniejsze. Weź to pod uwagę, jeśli planujesz maksymalnie wykorzystać dany ci czas urlopowy. Te dwie grupy wiekowe niekoniecznie szybko dojdą do wozów czekających na ostatnich turystów. Musisz zejść z taką grupą szybciej, ponieważ biorąc pod uwagę oblodzone szlaki i niesprzyjające warunki atmosferyczne, przejście odcinka piętnastominutowego może się wydłużyć nawet dwukrotnie. A jeśli spóźnisz się na ostatni transport? Będziesz skazany na łaskę i niełaskę policji – tak jak to miało miejsce podczas ostatnich wydarzeń na Morskim Oku – która w takiej sytuacji nie musi ci wcale pomagać. To, że oświetlili turystom drogę było tylko i wyłącznie dobrą wolą funkcjonariuszy.
Czas w górach rządzi się swoimi prawami. Trzeba mieć się naprawdę na baczności, żeby przypadkowo nie ocknąć się na godzinę przed odjazdem ostatniego autobusu z Palenicy. I żeby nie było, że tylko naśmiewam się i krytykuję. My, Aga i ja również zaliczyliśmy małą wtopę na Morskim Oku. Oczywiście nie chodziło o awanturę przy góralskich wozach. O mały włos nie spóźniliśmy się na ostatni bus do Zakopanego. Jakoś bardzo szybko minął nam czas przy grzanym piwku, z widokiem szczytów z okna schroniska. Na półtorej godziny przed odjazdem busa zorientowaliśmy się o swojej beznadziejnej sytuacji. Tyle, że w naszym przypadku mogliśmy ten błąd naprawić zbiegając całą trasę. Nie wyobrażam sobie szaleńczego biegu w wykonaniu staruszki czy dziecka. Pamiętaj o tym wybierając trasę. Kieruj się realnymi możliwościami członków grupy, a nie cwaniackim „Że ty nie dasz rady?”. Nie da rady. Po całym dniu spędzonym w górach trudno na ostatku o wyjątkowe siły. 
Kończąc ten przydługi i zapewne tonem zbyt karcący tekst, chciałbym ci życzyć udanego wypadu w góry. Oby o własnych siłach mogli wrócić z nich wszyscy, którzy się tam wybrali. Jednak – ostatni raz – pamiętaj, to od ciebie zależy czy ten wyjazd będzie udany. Możesz mieć po nim łatkę panikarza, ale przynajmniej wszyscy będą cali i zdrowi. Sam przyzwyczaiłem już Agę do wiecznego „chuchania na zimne” i zabierania zdawałoby się zupełnie niepotrzebnego ekwipunku. I jeśli miałbym dzisiaj jechać na Morskie Oko, przygotowałbym się na nie tak samo jak zawsze: sprawdzając trasę, warunki tam panujące i zabierając wymienione wyżej rzeczy, a także kilka innych, które mamy przy sobie zawsze kiedy wychodzimy w góry. Nawet wycieczka na MOKO to taka sama aktywność sportowa jak każda inna i podobnie jak przy innych dyscyplinach, tak i tutaj trzeba podchodzić do niej z głową. 
Pamiętaj o lajku lub serduchu pod artykułem. Koniecznie napisz w komentarzu, czy moje rady ci się przydały. Wyraź swoje zdanie na temat panujących w Tatrach (ale i w innych górach) trendach. Może totalnie się ze mną nie zgadzasz? Napisz o tym. Wszystkie komentarze czytam i staram się do nich w taki czy inny sposób ustosunkować.
Możesz wesprzeć EkstraMisję kupując gadżety ze sklepu lub zostając jej patronem na platformie Patronite. Za wszelkie wsparcie serdecznie dziękuję. 
Zapraszam do śledzenia bloga na Facebooku, Twitterze, Instagramie czy od nie dawna również na YouTube.

Obserwuj mnie na:
Follow by Email
Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Instagram