Prezent dla podróżnika? To prostsze niż się wydaje. Sprawdź co chciałby znaleźć pod choinką każdy aktywny i ciekawy świata człowiek?

Sklepowe półki powoli pustoszeją, właściciele sieci zacierają ręce licząc zyski, a szeregowi pracownicy przygotowują się na szturm klientów przed ostatnią w tym roku, handlową niedzielą. To też ostatni dzwonek, na kupienie prezentów. Wiem, wiem – święta to czas przede wszystkim bycia z rodziną, wspólnego kolędowania, ucztowania. Ale przyznaj: czym byłoby Boże Narodzenie bez tych wełnianych skarpetek czy krawatów? W dzisiejszym artykule podpowiem ci co kupić swojemu krewnemu, który dodatkowo jest pasjonatem podróżowania.

Absolutnym hitem, który osobiście odkryłem całkiem niedawno jest…

1. Mapa świata-zdrapka

fot. busemprzezswiat.pl

Co prawda od kiedy na ścianie naszej sypialni pojawiła się naklejana mapa świata w dosyć minimalistycznej formie, wersja zdrapywana odeszła na drugi plan. Niemniej, z pewnością zmieniając miejsce pobytu sprawimy sobie również i ją. Jest to doskonały pomysł zarówno dla tych podróżujących po Europie, jak i po całym świecie. Może stać się pewnego rodzaju motywacją do odkrywania kolejnych państw. Bo w końcu jak tutaj spoglądać na mapę, która swe kolory odkryła tylko dla rodzimego kontynentu?
Ceny takiego gadżetu wahają się od kilkudziesięciu złotych do okolic stówki. W zależności od potrzeb możesz wybrać mapę Polski, Europy czy całego świata.

Jeśli szukasz takiego prezentu, wejdź na sklep Busem Przez Świat, gdzie Karol i Ola Lewandowscy sprzedają różne warianty map. Niestety może być problem z dostawą.

Kolejnym miłym gadżetem, którym z całą pewnością nie pogardzi żaden podróżnik, jest…

2. Prysznic solarny


fot. decathlon.pl

Ten, kto wyjeżdża do obcego kraju zabierając jedynie namiot, śpiwór i kilka koszulek jest przygotowany na wszystko. Nawet na ewentualny brak wody i możliwości wzięcia prysznica. Oczywiście istnieje sporo sposobów na poradzenie sobie z taką niedogodnością. Jedną z nich jest właśnie prysznic solarny. Wlewasz do takiego worka około 20 litrów wody, czekasz godzinę albo trzy (w zależności od natężenia światła i panujących warunków atmosferycznych), a następnie wieszasz pojemnik na drzewie albo słupku i polowy prysznic gotowy. Proste narzędzie a jakie skuteczne. Oczywiście koneserzy kilkugodzinnych kąpieli mogą odczuwać pewne braki, jednak doświadczyć (w miarę) ciepłej wody po całym dniu chodzenia z plecakiem – bezcenne.

Ceny takich pryszniców są stosunkowo niskie (w podstawowej wersji). Te posiadające pompkę zwiększające ciśnienie wody mogą być nieco wyższe. Jednakże da się kupić takie gadżety za 30-50 złotych i będą wystarczające.

Jeśli twój krewny podróżuje samochodem i posiada zbiornik wody, a pojazd nie jest kamperem z fabrycznie zainstalowanym prysznicem, możesz pomyśleć nad elektrycznym ogrzewaczem wody. Przewód ze zbiornika z wodą łączy się z podgrzewaczem wody zasilanym z gniazdka zapalniczki, a z słuchawki finalnie wypływa ciepła woda. I nie trzeba czekać tych kilku godzin. Sprzęt tego typu to koszt około 100 złotych i z tego co mi wiadomo, można go znaleźć w markecie Jula.

3. Adapter do gniazdek


fot. skross.com.pl

Wzrok z pewnością cie nie zawiódł, więc nie przecieraj oczu z niedowierzaniem. „Co to za prezent? Żeś wymyślił!” pomyślisz. Jednak jest to jeden z najbardziej pożądanych prezentów w świecie podróżniczym. Ten, kto znalazł się w którymś z kilkudziesięciu krajów, gdzie gniazda do prądu nie są „polskie” ten doceni taki adapter. Z własnego doświadczenia wiem, że takie urządzenie potrafi uratować tyłek podczas wyjazdu. Daleko nie szukając, w czasie ostatniego wyjazdu do Pragi (do którego małą relację wideo możesz oglądać pod tym linkiem) odpiąłem od ładowarki do baterii Nikona fabryczną przejściówkę. Zapomniałem ją spakować i wychodząc z mieszkania nie zauważyłem, że leży na łóżku. O swoim błędzie dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy na wyświetlaczu aparatu pojawił się znaczek niskiego stanu naładowania baterii. Zostaliśmy z Agą na kilka godzin pozbawieni swobodnego kręcenia relacji z wyjazdu i posiłkowania się jej telefonem. Całe szczęście okazało się, że obsługa hostelu w którym się zatrzymaliśmy miała jakiś adapter. W innym wypadku musielibyśmy pojechać albo do domu albo do Wielkiej Brytanii, gdzie z pewnością znaleźlibyśmy odpowiednie gniazdo.

Jeśli twój krewny dużo podróżuje, to w końcu trafi do kraju, gdzie używa się innego typu gniazdek elektrycznych. I raczej chciałby uniknąć sytuacji, że nie ma adaptera, a jego telefon czy laptop prosi się o trochę prądu.

Koszt takiej przejściówki waha się od 20 złotych wzwyż. Niemniej, warto wydać nieco więcej na lepszej jakości urządzenie. To ma znaczenie, uwierz mi.

Czytając o kolejnym prezencie, zapewne znów pukniesz się w głowę z niedowierzaniem. Dlaczego? Bo kolejną propozycją jest…

4. Książka podróżnicza, poradnik


Jest coraz gorzej, co? Osobiście nie uważam książek za beznadziejny prezent. Owszem, są lepsze i gorsze tytuły, ale jest przynajmniej jeden czytelnik, który znajdzie w nawet największym mule coś interesującego. Dlatego, jeśli wiesz, że twój krewny-podróżnik lubi któregoś autora a najnowszej książki jeszcze nie posiada, kup mu ją. Jest to niewielki koszt, a sprawisz mu z pewnością dużą radość. Sam kupiłem sobie ostatnio kilka pozycji z oferty Karola Wernera (Sklep Kołem Się Toczy) i jestem zadowolony. Każdego roku wychodzi jakaś książka znanego mniej lub bardziej podróżnika. Jest więc w czym wybierać. Wystarczy tylko wejść na dowolną księgarnię i wyszukać interesujący cię tytuł.

fot. sklep.kolemsietoczy.pl

Dobrym pomysłem jest również prześledzenie ulubionych filmów osoby, której chcesz kupić prezent. Może się bowiem okazać, że któraś z produkcji o tematyce podróżniczej jest wykonana na podstawie książki. Odejdę może od tematyki głównej i wdepnę na chwilę w survival, ale idealnym przykładem z działu postapo jest chociażby film „The Road” z 2009 roku. Jest to adaptacja powieści Cormana McCarthy’ego, nagrodzonej Pulitzerem. I pomimo tego, że książka nie należy do najnowszych, jest niewątpliwie ponadczasowa. Z pewnością w dziedzinie podróżniczej znajdą się podobne do tego przykłady. Więc jeśli nie chcesz wchodzić zbytnio w poradniki typu „Jak podróżować i zwiedzać świat?”, możesz przeszukać księgarnie pod proponowanym wyżej kątem. Jestem przekonany, że taki prezent będzie trafiony.

Aby nie było, że skupiam się tylko na niskobudżetowych, może niezbyt ciekawych w twoim mniemaniu propozycjach, kolejna będzie już konkretniejszą, ale co za tym idzie – również droższą alternatywą dla książek.

5. Nadajnik GPS


Poleciałem, co? Jest to dosyć drogi interes, nie da się ukryć. Wydawałoby się, że jak na polskie realia, cena takiego urządzenia jest kosmiczna. Jednak ile jest warte bezpieczeństwo twoich bliskich? No właśnie! Uważam, że akurat w tym przypadku nie ma co oszczędzać. Jeśli chcesz obdarować czymś naprawdę konkretnym osobę, która jeździ do miejsc słabo zaludnionych, niebezpiecznych, to warto nawet złożyć się z innymi na takie urządzenie. Bliski-podróżnik doceni taki prezent.

fot. www.findmespot.net.au

Nadajnik GPS pozwala lokalizować użytkownika – to oczywiste. Jednak w zależności od modelu, umożliwia również wysyłanie sygnału SOS do służb ratunkowych i poszukiwawczych danego kraju czy informowania bliskich pod koniec dnia, że wszystko jest w porządku.

Jest jeszcze kilka zastosowań nadajnika, ale jeden z nich jest szczególnie fajny. Będąc w Gruzji spotkaliśmy Czecha, który posiadał przy sobie takie urządzenie. Wybierając się w podróż uruchomił na swojej stronie internetowej mapkę, która synchronizowała się z nadajnikiem. Pod koniec każdego dnia pojawiał się niej kolejny punkt oznaczający lokalizację Marka. Dzięki temu jego rodzina, a także zainteresowani jego podróżą czytelnicy mogli na bieżąco śledzić go i sprawdzać, czy wszystko z nim ok.

Tak jak wspomniałem, cena jest dosyć wysoka. Nadajnik chyba najczęściej spotykany to Spot. Wersja Gen3 w Polsce kosztuje około 1000 złotych. W USA można go kupić nawet od 100 dolarów. Niemniej, inwestycja jest bardzo dobra i oszczędza nerwów. Trzeba tylko pamiętać, by opłacać abonament. Bo niestety, nadawanie sygnału swoje kosztuje. Miesięczny koszt waha się w okolicach 60 złotych.

Wracając do prezentów z niższej półki cenowej, zaproponuję…

6. Ręcznik szybkoschnący


fot. www.outdoorzy.pl

Świetna rzecz, podobnie jak wymieniony wcześniej prysznic solarny. Tylko trzeba mieć pewność, że naprawdę szybko schnie. Aga kupiła sobie taki kawałek materiału z mikrofibry, który rzekomo miał wysychać szybciej niż reszta domowych ręczników. Niestety, później okazało się, że mój, zwykły bawełniany był suchy w o połowę krótszym czasie. A sprawę dodatkowo komplikowała pogoda, która nie zawsze pozwalała na wysuszenie ręcznika na słońcu. Kolejnym minusem związanym akurat z zakupionym przez nią modelem jest fakt, że materiał jest dosyć nieprzyjemny. Dlatego jeśli zdecydujesz się na zakup ręcznika szybkoschnącego, przeczytaj najpierw recenzje poszczególnych modeli. Najlepiej popytać znajomych lub samego obdarowywanego, jaki ręcznik chciałby dostać.

Ceny takiego akcesorium wahają się w przedziale od 30-50 złotych wzwyż. I serio, czasami lepiej wydać więcej niż mniej i uniknąć uskarżania się na prezent.

7. Powerbank


fot. xiaomi-store.pl

Kolejna propozycja przyda się, jeśli akurat nie zdecydujesz się na wspomniany wyżej adapter. Pisałem już o naszym banku energii. Jeśli jeszcze nie czytałeś tej recenzji, zapraszam tutaj. Nie ma co się wyjątkowo rozpisywać nad tym sprzętem po raz kolejny. Wszyscy doskonale wiemy do czego powerbank służy. Zakupienie taniego urządzenia, które będzie jednocześnie dobre dzisiaj nie stanowi ogromnie trudnego wyzwania. Wystarczy poczytać różne fora, czy choćby blogi takie jak ten i zamieszczone tam recenzje. Taki research powinien wystarczyć, żeby kupić fajne i niedrogie urządzenie. My, od kiedy posiadamy dwa powerbanki nie wyobrażamy sobie wyjazdu bez nich. Co prawda jest to dodatkowy element, który trzeba dźwigać na swoich barkach, ale nie da się ukryć, że warto go mieć przy sobie.

Ceny powerbanków są różne. Zależą od pojemności, loga na obudowie i wielu innych czynników. To ile trzeba na niego wydać jest myślę bardzo indywidualną sprawą. Dostępne są różne urządzenia, z różnymi dodatkowymi bajerami w zestawach. Uważam, że nie warto do końca kierować się kosmicznymi technologiami, które posiada taki sprzęt. Czasami im prościej, tym lepiej. No i taniej.

Kolejnym akcesorium podróżniczym, które ma za zadanie chronić baterie podróżnika przed nadmiernym rozładowaniem, jest…

8. Ogniwo słoneczne


fot. merlin.pl

Mamy. Użyliśmy kilka razy w czasie wyjazdu do Gruzji. Na późniejszym wyjeździe po Green Velo przewieźliśmy je tylko ze startu na metę. Jest przydatne, owszem, ale przy okazji bardzo wymagające. Niestety, w porównaniu do ogniw fotowoltaicznych umieszczanych na dachach, wersja turystyczna zawodzi w przypadku braku słońca. Panel „łapie” trochę energii w momencie, kiedy świeci nań naprawdę porządne światło. Z pewnością posiadanie go w miejscu bardzo nasłonecznionym jest fajną rzeczą. W klimacie mokrym, gdzie chmury stanowią nieodłączny element krajobrazu z użytkowaniem go może być problem. Nie warto inwestować w tani sprzęt. My zaufaliśmy panelowi górnolotnie brzmiącej marki PowerNeed S3W1 lub S5W1 (któryś z tych modeli – niestety nie pamiętam do końca – wszystkie są do siebie bardzo podobne). Kosztował nas około 300-350 złotych.
Żałuję, że nie miałem zbyt wielu okazji do testowania go. Niemniej, w momencie trafienia w tzw. okno pogodowe, kiedy wystawiliśmy panel i podłączyliśmy telefon, był on załadowany w dosyć krótkim czasie (mniej więcej tyle czasu, ile zajmuje kompletne spakowanie od podstaw całego obozu – 1-1,5, maksymalnie 2 godziny). W innych warunkach z pewnością przydałby się bardziej. Tak czy inaczej, nie żałujemy, że go kupiliśmy. Jest to ekwipunek „na cięższe czasy” gdy rzeczywiście znikąd nie będziemy mogli liczyć na gniazdko elektryczne. Podróżnik powinien w standardowych warunkach traktować go raczej jako zabezpieczenie, niż główne źródło prądu. Ale żeby nie było – da się i to faktycznie działa.

9. Hamak


Jest to jeden z naszych tegorocznych, ekwipunkowych marzeń. Całe szczęście spełnionych (tak przynajmniej twierdzi nasz Święty Mikołaj lub Gwiazdka – jak kto woli – okaże się za kilka dni). Nie chodzi wcale o hamak ogrodowy, szeroki, toporny, z dwoma drewnianymi pałąkami na obu końcach.
Wersja turystyczna mieści się w kieszeni kurtki (trochę większej kieszeni) i jest niesamowicie lekka. Mieliśmy okazję testować ją przez chwilę podczas przejazdu Green Velo. No i moje zauroczenie do tego typu sprzętu utrwaliło się, natomiast u Agi chyba się dopiero pojawiło. Niemniej, stwierdziliśmy, że jest to sprzęt, który warto mieć na wyjazdach. Czy się faktycznie da spać przez dłużej niż dwie noce, tego nie wiemy. Z pewnością sprawdzimy jego zastosowanie na którymś z wyjazdów, choć trochę poczekacie sobie na recenzję. Żadne z nas nie jest raczej chętne do spania w nim w aktualnych warunkach.
Model jednoosobowy z Decathlon nie jest drogi – kosztuje mniej niż 50 złotych. Z tego co wiem, daje radę. Sam nie mogę się doczekać, kiedy je dostaniemy i będziemy mogli je sprawdzić pod kątem własnych wymagań.

Ale po co komu hamak? Stanowi niezłą alternatywę w naprawdę zimne dni, kiedy niekoniecznie chce się rozkładać namiot, a perspektywa spania na wilgotnej ziemi – nawet z użyciem karimaty – skutecznie odstręcza. W takich warunkach wystarczy tylko znaleźć odpowiednio rozstawione drzewa, rozłożyć brezent nad rozwieszonym hamakiem i obóz gotowy.
Jest to też fajna opcja, jeśli chce się odpocząć po długiej wędrówce, a jest akurat bardzo ciepło i siedzenie w namiocie zmienia się w sesję w saunie.
Poza tymi możliwościami, komu nie marzy się czasami rozłożyć się wygodnie nad jeziorem, z książką w jednej dłoni i smacznym napojem w drugiej?

Tak jak wspomniałem, wersja lowcostowa z Decathlon jest tania. Jeśli ktoś nie ufa produktom tej marki i woli wydać na coś bardziej mainstreamowego, może wydać przynajmniej trzykrotność na produkty Lesovika. Ile osób, tyle opinii zarówno na temat jednej jak i drugiej marki. Wybór należy do ciebie.

10. Kalendarz Podróżnika

fot. www.neonail.pl

Niby można go zakwalifikować do książek i podpiąć do czwartego punktu, ale nie do końca. Jest miłym elementem, który pozwoli podróżnikowi zaplanować swoją podróż czy utrwalić niezbędne w późniejszym czasie informacje. Miły gest. I niedrogi.
Oczywiście jeśli zdecydujesz się na kalendarz National Geographic (w którym tak zupełnie serio nie ma nic szczególnego i nie jest warty swojej ceny) albo Martyny Wojciechowskiej, musisz  się liczyć z odpowiednią „dopłatą do interesu”. Podobnie jak wszelkiego rodzaju produkty wielkich marek, gdzie płaci się być może za jakąś tam jakość, ale przede wszystkim za logo. Moim zdaniem kalendarze wydane przez małe wydawnictwa potrafią naprawdę miło zaskoczyć pomysłem.

Jaka jest więc cena? Standardowo odpowiem: zależy od tego, jaki wybierzesz. Niemniej kalendarze, które nam się podobały zazwyczaj oscylowały w granicach maksymalnie 30 złotych.

Czy jest to wyczerpana lista prezentów? Oczywiście, że nie. Jeśli będziecie chcieli, napisz w komentarzu bym zaprezentował kolejne propozycje. Zapewniam ci, że z pewnością zamieszczę wtedy do jutra kolejne dziesięć podpowiedzi.
Jeżeli zdecydujesz się na któryś z wyżej wymienionych prezentów, napisz o tym w komentarzu. Zresztą napisz jaki dostawałeś zazwyczaj prezent i jaki prezent Gwiazdka planuje ci przynieść w tym roku? Być może niektóre propozycje znajdą się w tekście?

Pamiętaj o kciuku w górze, plusiku, serduszku, gwiazdeczce… co ci tam najbardziej pasuje. Każda twoja reakcja na artykuły jest dla mnie motywacją do dalszej pracy i zamieszczania kolejnych tekstów. Nawet (konstruktywna) krytyka jest mi pomocna, więc… wal śmiało!

Możesz wesprzeć EkstraMisję kupując gadżety ze sklepu lub wybierając jedną z przedstawionych na platformie Patronite opcji. Jak widzisz, możliwości pomocy są różnorodne. Od ciebie zależy jaką wybierzesz. Niemniej, każda przyczyni się do powstania ciekawych treści. Tak więc, zapraszam!

Aha, no i życzę udanych łowów!

Obserwuj mnie na:
Follow by Email
Facebook
Facebook
YouTube
YouTube
Instagram