Stało się. Przeżyłem swój pierwszy raz. Było lepiej niż się spodziewałem. Pomimo wielu przykrych opinii, moja, póki co będzie taka: z PKP Intercity da się podróżować ze swoim rowerem.

Nie była to moja pierwsza podróż z Intercity i zapewne nie ostatnia. Do tej pory spółka w porównaniu z konkurencją wypadała zdecydowanie lepiej. Wiele osób się skarży na nieprzemyślane decyzje, pociągi, które miały być cudem, a okazały się bublami. Jednak ja, po wielu latach podróżowania pociągami, wytypowałem już mojego faworyta w wyścigu o miano transportu numer jeden. Teraz wpadł mi w rękę naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Musiałem przetransportować mój rower z Krakowa do oddalonego o 250 km Brzegu, mojego miasta rodzinnego. Bałem się, ponieważ po Internecie krąży wiele złych opinii o jakichkolwiek spółkach kolejowych, które świadczą usługi transportowe na terenie naszego kraju. Jednak co począć? Rower musi opuścić stolicę małopolski. Po sprawdzeniu wszystkich opcji, wybór padł na PKP Intercity, ponieważ nawet z już nieulgowym biletem, cena za pokonanie tej trasy była najlepsza i proporcjonalnie odpowiednia do bądź co bądź warunków w jakich miałem podróżować.
W dniu wyjazdu, czyli w miniony czwartek zdecydowaliśmy się z moją dziewczyną na szybsze wyjechanie z domu na dworzec. Mimo wszystko, obawa przed tłumami, których się spodziewaliśmy w związku z zakończeniem roku szkolnego, zbliżającymi się wakacjami i weekendem była silniejsza. Ale dzięki temu dotarliśmy na dworzec na tyle wcześnie, że mogliśmy sobie pozwolić na zjedzenie porządnego co-nie-co przed podróżą. Dodatkowo, warto wspomnieć o pozytywnym obrazie służb chroniących małopolski dworzec. O ile jeden z panów patrolujących perony postanowił przymknąć oko na pozostawione z sakwami rowery przed Biedronką i jej częścią bistro, o tyle drugi już taki pobłażliwy nie był. Po krótkiej rozmowie, zasugerował nam, abyśmy nie pozostawiali bagaży na tak długo bez nadzoru, nawet jeśli obserwowaliśmy je przez okno. Okazuje się, że same rowery nie stanowią problemu. Chodziło o doczepione i wypakowane po brzegi sakwy, które jakby nie patrzeć stanowią bagaż. A spotkanie samotnej walizki czy właśnie takiej paczki przez SOK-istów może skończyć się mandatem. Początkowo uznaliśmy to za przejaw służbistego podejścia, ale po namyśle zgodziliśmy się z mundurowym. I ucieszyliśmy się, że tak drobiazgowo podchodzą do spraw bezpieczeństwa.
Wracając jednak do przygody z pociągiem. Kiedy pociąg podjechał, a pasażerowie wysiadający zwolnili peron, praktycznie bez problemów umieściliśmy zarówno bagaże, jak i rowery na odpowiednim miejscu. Baliśmy się, że wejście będzie zbyt wąskie, liczba pchających się pasażerów zbyt duża by płynnie przeprowadzić całą akcję. Jednak zarówno sakwy jak i pojazdy po mniej więcej trzech lub czterech minutach były na pokładzie. A nam pozostało tylko wygodnie rozsiąść się i podziwiać przez szybę jak nasze rowery delikatnie bujają się zawieszone na stojakach. Nasze rowery stanowiły jedynych dodatkowych pasażerów tego pociągu. Przynajmniej w tej części. Stwierdziliśmy, że o wiele częściej widywaliśmy rowery w innych pociągach, ale zdecydowanie najmniej w Intercity. A to dziwne, ponieważ transport i podróż przebiegły praktycznie bez zakłóceń. Nawet, kiedy dotarliśmy do Brzegu, a zegar wskazywał pięciominutowe opóźnienie, całkiem spokojnie udało się wydobyć naszych towarzyszy przy niewielkiej asyście naprawdę cierpliwych konduktorów. I nie ma w tym żadnej kryptoreklamy czy chęci postawienia za wszelką cenę przewoźnika w jak najbardziej pozytywnym świetle. Są to czyste fakty i własna opinia, która przecież z początku była dosyć kiepsko ustawiona.
Mam nadzieję, że transport naszych rowerów na start wyprawy po wybrzeżu będzie odbywał się właśnie z Intercity. Tam, przewoźnik będzie musiał wykazać się większymi zdolnościami logistycznymi, ponieważ trasa nad morze była od zawsze słabym punktem każdej kolei. Czy to ze względu na ilość pasażerów, czy też nieprzewidywalne warunki pogodowe, które o tej porze roku potrafią przysporzyć kłopotów. Wciąż mam w pamięci zeszłoroczne, trzygodzinne krążenie wokół Wrocławia z powodu zerwania trakcji. A pociąg przecież jechał właśnie nad morze. Dlatego przewoźnik, który zostanie przeze mnie wybrany będzie musiał sporo się napocić, aby odzyskać moje pełne zaufanie. PKP Intercity startuje oczywiście z wyższej pozycji po udanej podróży.
Zachęcam was do komentowania zarówno tutaj, jak i na fanpage’u facebookowym lub twitterowym. Śledźcie moje poczynania, ponieważ wiele artykułów w czasie wakacji się pojawi. 

Obserwuj nas na:
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter
Visit Us
YouTube
YouTube
Instagram